17 Grudnia podejmuję decyzję o wyjeździe na rybki do Połańca na kanał.Zakupy w zaprzyjaźnionym sklepie u Mirka.Trochę patrzy na mnie jak na wariata,temperatura na dworze -10 stopni,a ja jakby było, co najmniej plus 10 planuje jutro wyjazd na rybki.Zanęta,robaczki,kilka słów zamienionych z właścicielem sklepu i powrót do domu. Po drodze już widzę te okazy drżące na mój widok. Oglądam prognozę pogody,na dzień 18 Grudnia, wiatr słaby do 2 m/s temperatura -15 stopni. Nie w taką temperaturę się jeździło 15 lat temu.Tylko nie wiem, czemu,żona tak znacząco pukała się w czoło?Przeciwności losu mnie nie zrażają –jadę i już.Rano(tak około 5)diesel odpala z trudem.Pakowanie sprzętu,oczywiście butla gazowa,palnik i woda zapakowana poprzedniego dnia.No to w drogę.Warunki jazdy mniej niż dobre. Po drodze jeszcze rutynowa kontrola policji(tylko, czemu przy odpowiedzi na pytanie cel podróży,z uśmiechem popatrzyli na siebie)To nic, że 120 kilometrów jadę 2.5 godziny.W końcu widzę ukochany kanał,wyglądający jak kocioł z parującą zupą.Parkuje auto i niespiesznie rozkładam sprzęt.Potem najtrudniejsza część zadania-zanęta.Komponenty wymieszałem na sucho w domu,tu pozostaje dodać wody i całość wymieszać.Dobrze, że woda w kanale ciepła. Zanęcam i chyba najważniejsze- wytrzeć do sucha dłonie.Mokre mogą przymarznąć do metalowych części osprzętu wędkarza. Można teraz zająć się przygotowaniem ciepłej kawy.Spacer do auta po butle i palnik a tu branie i drugie.Drogie rybki tak się nie będziemy bawić-przerwa na kawę. Zwijam zestawy,gotuję wodę,zalewam kawę,dopiero zestawy siup do wody.Łyk gorącej mazi w taką pogodę to jest to, co sprawia mi największą przyjemność.Rybki też doceniają zalety ciepłej wody,bo biorą, co chwilę-raz na jedną raz na drugą wędkę.Mam wrażenie,że wpłynęły tu chyba wszystkie z Wisły.Ciepła woda to ciepła woda,przyciąga ryby jak magnes.W oddali słyszę warkot auta-jednak wariatów nie brakuje-to też dojechali pasjonaci wędkarstwa.Ryby rekompensują trudy zimowej aury-rzut branie,cięcie,powrót do wody,rzut,branie,cięcie…itd. Dla tych, którzy są żądni wędkarskiej przygody w zimie-gorąco polecam.Dość, że wypad zimowy ma swoje uroki to jeszcze rybki dopisały(certy,świnki.brzanki,karpiki,leszcze,klenie,jazie,krąpie a nawet i sumik,)co ciekawe uderzył sandacz w klenia złapanego na białe robaczki .W tym roku będę tam przynajmniej raz.Natomiast do wariatów-fanatyków – będę na kanale jak doczekam i zdrowie dopisze-1 Stycznia.Cisza i spokój(raczej wszyscy odpoczywają po trudach Sylwestra).

PS.Z ostatniej chwili;żona stwierdziła,że lepiej mieć w domu alkoholika – daleko nie odejdzie i  wiadomo gdzie go szukać