Historia którą chcę Wam opowiedzieć,wydarzyła się w tym roku w długi majowy weekend.30 kwietnia ,pakuje auto,przyczepę kampingową i heja nad Wisełkę koło Parchocina.Jadę 30-go kwietnia sam,koledzy mają dotrzeć 1 maja.Dotarcie na miejsce bez większych przygód,okazuję się ze jest też Wiesiek z rodziną.Wymiana uprzejmości-ja zajmuję miejsce na tzw. półce,Wiesiek na główce.Biorą leszcze-nie jest źle.Pewnie połowimy przez ten długi weekend.Pod wieczór pora rozłożyć kamping,przygotować się do zasłużonego odpoczynku.

Zmiana feederów[na sumówki, zestawy do wody,dzwonki na szczytówki,dodatkowo sygnalizatory brań na blanki. Musiały mi żaluzje opaść, bo około 2.00 rano obudził mnie dźwięk dzwonka i przeraźliwy pisk sygnalizatora, mimo okresu ochronnego,chyba jest sum,ale czy on wie że jest pod ochroną i ma nie brać? Dobiegnięcie do wędki, dzwonek dalej dzwoni,zacięcie i plusk wody. Błysk latarki na wodę i szok,to gacek jakimś cudem zaplątał się w plecionkę i podniósł larum. Ile on dostał słów na k…,na h….. itp to by taczką nie wywiózł.Jeszcze ten kąśliwy śmiech Wieska.

Natura potrafi być sprawiedliwa, rano Wiesiek ma branie na ciężką gruntówkę, wędzisko gnie sie niemiłosiernie, Wiesiek czyni cuda ,aby wyholować rybę-nie może zrobić nic. Wiesiek tańczy jak mu gra ryba. Po wielkich trudach ryba jest blisko brzegu, jeszcze kilka obrotów korby i ja czekam z gotowym podbierakiem. Nagle ogarnia mnie pusty śmiech, na haku wisi plastikowe wiadro złapane za rączkę, wewnętrzna strona wiaderka-to ten opór w wodzie. JEST JESZCZE SPRAWIEDLIWOŚĆ NA TYM ŚWIECIE.Do 3 maja mam świetną zabawę,docinając Wieśkowi.Zemsta ma słodki smak i w tym wypadku sprawiła mi dużą satysfakcję.Zanim zaczniemy szydzić i docinać innym 2 razy się zastanówmy.Wiesiek coś na ten temat wie.Dobrze że się znamy,lubię żartować,pozwalam pośmiać się ze mnie,ale warto uważać,bo nigdy nie wiemy na kogo trafimy i może źle się to dla nas skończyć.