Lubię wędrować późną jesienią, analizować mapy regionu i odkrywać nowe miejsca. Czasami trzeba się nachodzić tak, że później w domu ciężko uwierzyć, że zrobiło się taki szmat drogi. Wędkowanie w każdym z naszych „własnych” znalezionych miejscach jest niesamowite Są to miejsca odludne zapomniane i omijane przez nie tyle wędkarzy co brudasów zostawiających tony śmieci.

Dodatkowo małe strugi i bajorka posiadają magie, która pobudza naszą fantazję. A może tu znajdziemy swoją życiówkę lub ryby, o których nikomu nie powiemy.

Być może wielu wnioskuje, że mam coś nie tak z głową (ale kto nie ma), ale jestem przekonany, że w dużych i dobrze znanych wodach czasami można osiągnąć ten sam wynik co w rzekach, których szerokość nie przekracza czasem jednego metra. W takich wodach łowi się specyficznie czasami na „wślizgu” wędki, bardziej delikatnie się rzuca i używa się krótszych wędek. To dziwne, ale głębokość na tych rzeczkach może osiągnąć dość „ciekawe” wartości – 50-100 cm, a nawet 150cm głębokości. Udawało mi się w takich miejscach łowić okonie,szczupaki, klenie i jazie.

Pragnę zauważyć, że w lecie na małych rzekach łowienie jest kosmicznie trudne, roślinność wodna i przybrzeżna nie pozwala dokonać odpowiedniego rzut lub nawet uniemożliwia wędkowanie.

Jesień — Sytuacja zmienia się, tak, że na jesieni, polecam odkrycia i badania małych rzek, szczególnie kiedy przymrozki zetną roślinność a jeszcze lepiej, kiedy spadnie pierwszy śnieg, który położy wszelakie „chwasty”. Dostęp do wody staje się o wiele łatwiejszy.

 

Jeśli masz czas, należy spróbować i znaleźć coś innego zrobić „odkrycie”