Podstawowym powodem zakupu były szczupaki, miał to być kołowrotek który po prostu będzie pracował przez kilka lat i nie będę się musiał nim przejmować. Omówmy najpierw rywali Slammera, ponieważ w tej półce cenowej jest ich dość sporo.Pierwszym konkurentem jest Ryobi Zauber maszynka który wyrobiła sobie renomę nienaganna pracą i niezawodnością. Na jego podstawie powstały podobne kręcioły czyli: Spro Red Arc, Dragon fd930itp. Różnią się one generalnie naklejkami, okresem gwarancji czy dodatkami w postaci szpul. Wszystkie są dobrymi jeśli nie bardzo dobrymi kołowrotkami nawet jak na swoją klasę cenową, wiec czy Slammer okaże się lepszy ?

 

1.Budowa

Korba kołowrotka wykonana jest z jednego kawałka metalu, obudowa jest w pełni metalowa, mechanizmy zębate wykonane są z fosforobrązu. Od razu więc można się domyślić że jest to masywny, ciężki kręcioł do zadań specjalnych. Jego waga wynosi 340g a to na prawdę dużo jak na ten rozmiar kołowrotka (konkurenci ważą w granicach 290gram). Przekładnia jest oczywiście oparta na systemie ślimakowym. Kolorystyka kołowrotka przypomina stare kręcioły Rexa, złota szpula oraz korba, reszta czarna. Wyglądem nie zachwyca i przypomina raczej wiekowe konstrukcje, ale o gustach się nie dyskutuje, osobiście mi się bardzo podoba.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Kultura pracy

Nie ma tu czegoś takiego  o ile Zauber czy Red Arc kręcą delikatnie jak idealnie spasowane maszynki, tutaj sprawa wygląda zupełnie inaczej. Po wyjęciu Slammera z pudełka i kilku ruchach korbą cicho przeklnąłem pod nosem że musze go odsyłać na gwarancje. Mechanizm pracuje jakby był spasowany przez ślepego turka. Czujemy i słyszymy wyraźne luzy i przeskoki przekładni, jednak młynek pracuje bardzo delikatnie. Po kilku minutach kręcenia człowiek przyzwyczaja się i przestaje to zauważać. Czy jest to jednak wielka wada slammera ? otóż nie ! Użytkuje go już ponad 3 lata i kołowrotek pracuje dokładnie tak samo jak w chwili wyjęcia z pudełka. Nie zmieniło się po prostu nic mimo orania Wisły i Nidy główkami 20-30gram ponieważ takimi rzucam najczęściej. Można go porównać do Ak-47 gdzie twórcy postanowili zrobić takie luzy na mechanizmach, żeby nie ulegały zużyciu. Ze Slammerem jest dokładnie tak samo. Miałem przyjemność kręcić Shimano Stella która pracowała jak masełko cichutko i zgrabnie, jednak nad wodą nie miało to dla mnie żadnego znaczenia, ważne było że spełniała swoją funkcję- kręciła, a Slammer kręci już od lat w ten sam nienaganny dla niego sposób. Hamulec w tym kołowrotku to według mnie czysta poezja. Idealnie oddaje żyłkę bądź plecionkę, bez żadnych oporów czy zająknięć. Penn znany jest z doskonałej pracy swoich hamulców i w tym modelu to tylko potwierdza. Jeśli chodzi o nawój to nie jest on idealny, nie jest też oczywiście zły, ale jeśli ktoś oczekuje idealnej perfekcji to nie w Ak-47.

 

Podsumowanie

Jeśli szukasz kołowrotka który ma Cie nie zawieźć nawet w najcięższych warunkach i po latach tyrania pracować jak nowy, to Slammer jest dla Ciebie. To nie jest delikatna perełka która pięknie wygląda i kręci w powietrzu jak masełko. To ciężka maszyna stworzona do orania i wyciągania największych szczupaków. Obecnie produkcja Penna ma miejsce w chinach. Ja posiadam podel już z Chin i nie spotkałem się absolutnie z żadną negatywną opinią na tematach chińskich modeli. Dla mnie nie ma znaczenia gdzie są składane, jeśli są składane dobrze. 99% podzespołów komputerowych produkowana jest na tajwanie pod palmami i działają więc nie ma się czym przejmować i zwracać uwagi na plakietki z nazwą kraju. Slammer to porządna maszyna za dobre pieniądze. Jeśli miałbym teraz kupować kołowrotek w granicach 300zł, kupiłbym drugi raz slammera bez zawahania.