Wczoraj  postanowiłem wraz z bratem wybrać się na noc na ryby. Moim celem był duży dwucyfrowy karp zaś brata szczupak. Niestety w tym roku nie mogłem poświęcić tak dużo czasu na karpiowanie ile bym chciał, gdyż doszly nowe obowiązki (własny sklep wedkarski Kar-Pie  i narodziny mojego kochanego synka Dorianka) więc moim łupem padaly małe karpie do 9,5kg.

 

Po konsultacji z żoną jest zgoda mogę jechać więc zamykam sklep o 18, przebieram się i jadę. Łowisko jak zwykle Zbiornik Towarzyswa Wędkarskiego Nowiny (mimo iż na zasiadki miałem mało czasu to starałem sie od kwietnia regularnie po kilogramie kulek własnej produkcji sypać co 2-3 dni). Czego efektem były piękne karpie łowione przez moich kolegów z „mojego” miejsca oraz wygrana drużyny która wylosowała to miejsce (67kg karpi w tym największy 13,3kg i sum 148cm 20kg na 160kg wszystkich złowionych ryb na zawodach) na 3-dniowych zawodach karpiowych, które udało mi się na zbiorniku zorganizować. Na łowisku jesteśmy o 19:30 szybkie rozpakowanie sprzętu, kulki na włos (testowalem swój nowy wyrób kulki 4d ryba-truskawka-pomarańcza) i wywózka w dobrze znane mi miejsce. O godz. 21 sygnalizator komunikuje że muszę zacząć start do swoich wędek (siedziałem u brata na stanowisku obok), chyba nawet Ben Johnson w tym momencie by ze mną nie wygrał. Dobiegam, zacięcie i jest. Już wiem że jest to upragniona dwucyfrówka. Wędka pięknie się wygina a ja z mozołem zaczynam powolne pompowanie karpia. Ryba początkowa nie walczy ale i tak czuje jakbym holowal łódź podwodną. W odległości około 15m od brzegu dopiero pokazuje kto tu rządzi i robi piękny odjazd. Zaczynam od nowa przyciąganie jej do siebie, ale co jest już troche bliżej to znowu pokazuje że mam godnego przeciwnika po drugiej stronie. Wkońcu po kilku minutach udaje mi się podciągnac go pod podbierak gdzie brat precyzyjnie podbiera rybę. Nie wiem kto bardziej jest zmęczony ja czy karp. Na macie dopiero widzę go w pełnej okazałości i wiem już że to mój rekord życiowy (dotychczasowy 15kg). Ma ponad 100cm, czas go zważyć i tu zaczyna się problem waga nie wytrzymuje jego obciążenia (a miała być do 40kg) oceniamy go z bratem na 17-18kg. Szybka sesja zdjęciowa odkażenie ran i ryba wraca do domu, ale już jesteśmy umówieni na następne spotkanie w przyszłym roku do tego czasu ma odwiedzać „moje” miejsce i robić masę na moich kulkach. Jestem zmęczony ale ogromnie szczęśliwy tygodnie nęcenia się opłaciły, satysfakcja podwójna bo wiem że moje kulki działają. O 24 kolejny odjazd kolejna duża ryba niestety po niespełna 5 minutowym holu się spina. O 1:30 brat się pakuje, ja miałem zostać do poludnia dnia następnego ale osiągnałem swój założony cel jestem spełniony, wracam do żony i synka zrobie im niespodzianke ale nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa w tym sezonie- nastepny cel +20. Do zobaczenia nad wodą.

20140814_203855.jpg
20140814_203906-2.jpg
kulki1.jpg
kulki2.jpg