Teraz przyszedł czas na kolejną przygodę na rybach. Wypad w moje stałe miejsce na rybki-Wisła, Parchocin koło Solca Zdroju,woj.Świętokrzyskie. Tadek pracuję od kilku lat w Angli,pozostają mi wypady na rybki z synem Piotrkiem. Sprawdza się to,co mówiłem o Tadku-nikt nie zna lepiej Wisły w jego okolicy od Niego samego. Synowi jeszcze dużo brakuje do mistrza. Telefon do Piotrka,jaki stan wody czy ryba bierze i kiedy przyjechać. Stwierdzenie, że przy tej po godzie to tylko połów nocny,w dzień biorą jakieś śmieszne,niewymiarowe certy i świnki-skłania mnie do zabrania ciężkich zestawów sumowo-karpiowych.

 

Nie był bym sobą,gdybym nie zabrał również i ciężkich feederów.Wyjazd z domu o godzinie 15-u Piotrka jestem o 17.Oczywiście tradycyjna kawa,kilka standartowych uprzejmości w stronę żony Piotra typu:jak zdrówko,jak dzieci-sami wiecie, mowa trawa.Wsiadamy w samochód -jeszcze wypad do Tadka,po robaki i nad wodę.Latem zmrok zapada dość późno,mamy wiec czas na spokojne zaplanowanie i rozłożenie sprzętu.Stan wody dość niski-pakujemy się, więc na betonową tamę.Jeszcze wypad po suche drzewo na ognisko i jesteśmy przygotowani do nocnych łowów.Tamę za plecami zajmują jacyś amatorzy nocnych połowów.Okazuję się, że wariatów nie brakuje-nie jesteśmy sami.W między czasie dołącza do nas jeszcze kolega Piotrka-,,Parnik’-do tej pory nie wiem jak mu na imię.Zawsze to będzie weselej.Robi się miło,po stronie Krakowskiej słychać muzykę,to odgłos wesela.W duchu myślę sobie,niech się żenią i pomagają biedzie.Zbroimy wędki i siup zestawy do wody.Jest nas 3,wędek 6,na każdej inna przynęta-coś musi uderzyć.Na tamie za plecami ruch-o zgrozo,,,wędkarze’ nanieśli drzewa i je rąbią na tamie.Piotrek się cieszy-nasze szanse rosną,ryba tam nie będzie brała.Wszystko wypłoszą- idioci!.Robi się ciemno-rozpalamy ognisko,zaczynają się brania-leszczy,krąpi,karpi,karasi i Bóg wie, czego jeszcze.Łatwiej powiedzieć, czego nie łowimy.Zaczyna Nas to trochę męczyć,pięknie, gdy ryba bierze, ale gdy bierze za często?Nie mamy czasu na spokojne wypicie piwa.Szybka decyzja-będziemy łowić ślepego.Przezbrojka,no i troszeczkę luzu i czasu dla siebie.U sąsiadów cisza,może łowią bez dzwonków?My mamy już dosyć,a noc dopiero się zaczeła.Nie przykładamy już wagi do szczegółów zakładania przynęty- i tak biorą.Zaczynamy rozmowy o wszystkim i o niczym.Zaczynają wpadać do głowy śmieszne a czasami i głupie pomysły.,,Parnik’ jest już znudzony łowieniem,zwija zestaw i zostawia ten z ,,trupkiem’ na sandała.Chwilę później,głowa mu leci i zasypia.My z Piotrem wreszcie mamy czas na kolację.Jemy opowiadając sobie dowcipy-robi się wesoło.W pewnym momencie Piotrek wpada na szatański pomysł.Cichutko zdejmuję dzwonek z wędki Parnika,zwija zestaw.Po zdjęciu trupka,zakłada parówkę!!!!Zestaw do wody,dzwonek na miejsce i jakby nigdy nic,wraca do przerwanej kolacji.Patrze na Niego pytająco,a On mówi-zobaczysz jak Parnik będzie zwijał zestaw,jaką będzie miał minę.Nasz śmiech niesie po całej Wiśle.Pewnie panowie siedzący za nami pomyśleli, że ich sąsiedzi to nieźli porąbańcy.W tym miejscu ukłony w stronę ryb,skąd wiedziały, że jemy kolację i dały nam spokój?Ale to już przeszłość,znowu biorą i ręce pełne roboty.Parnik nam się budzi,odchodzi na bok jak to On określił-honorowo oddać mocz,wtedy to dzwonek na Jego sandaczówce dzwoni jak oszalały. Szybkie dobiegnięcie,zacięcie,wędka w łuk i Nasz śmiech.Parnik lekceważy Nasze rozbawienie,ciężko pracując przy holu ryby. Krzyczy coś o podbieraku, Ja pytam,- Który,ten mój wielki-karpiowy?-Tak ten. Pierwsze podejście pod brzeg,latarka czołowa w ruch,o cholera-błysk ryby w wodzie.Po wielkich perypetiach doholowywuje rybę do podbieraka.Po wyjęciu okazuję się, że to,SANDACZ mierzący 76 centymetrów.Dopiero wtedy My z Piotrem mieliśmy głupie miny.Sąsiedzi oczywiście nie połowili,my mimo połowu też nie byliśmy zachwyceni. Farciarzowi to i samiec da młode