W ostatni weekend, po raz pierwszy od kilku miesięcy zaliczyłem wypad, którego celem był szczupak. Prawie całe lato uganiałem się za kleniami, klenikami… Trochę czasu poświęciłem też jaziom, a na wakacyjnym wyjeździe połapałem wzdręg, a trafiły się też 2 liny. Praktycznie zupełnie nie nastawiałem się na szczupaki.Jedynie parę razy w maju wyskoczyłem za tym drapieżnikiem. Zaowocowały one jedynie dwoma spiętymi miarowymi rybami, i to by było na tyle.
Zaczął się wrzesień-okres w którym ryby drapieżne żerują lepiej niż zwykle. Chyba najwyższy czas, aby zastąpić delikatną wkleję szczupakowym kijem. Decyzja podjęta, jedziemy w niedzielę na cały dzień nad naszą rzekę. Zaczynamy łowienie około 10. W zasadzie używam 2 przynęt. Obrotówka-na płytrze miejsca, oraz duże kopyto z dosyć ciężką głową. Mijają godziny… Woda masakrycznie niska, wiele dobrych miejsc zasypał piach. Ryby trochę widać, pokazują się pojedyncze ładne klenie, ale z typowym drapieżnikiem słabo. Dzień powoli się kończy, a ja chyba skończę 3 okonkami i 1 małym szczupaczkiem.

 

12012-09-0912.59.23.jpg

Słońce przed chwilą schowało się za horyzontem. Zostało jeszcze kilkanaście minut łowienia, ale to właśnie teraz jest największa szansa na rybę.

22012-09-0918.58.35.jpg

Trzeba to wykorzystać, przede mną piękna, dzika burta-moja ostatnia szansa.

 

32012-09-0918.58.49.jpg

Pech chciał, że jeszcze urywam moje kopyto, a czas ucieka. Szybko dowiązuję zdobyczną tego dnia stalkę, którą mam pod ręką. Nie odcinam nawet nadmiaru plecionki. Dochodzę do miejsca, gdzie równy uciąg wody jest spowolniony przez powalony konar.

 

42012-09-0919.18.58.jpg

Pierwszy rzut po skosie, drugi przy samej skarpie daje to, na co czeka się tygodniami, a czasem i miesiącami czyli potężne uderzenie, przytrzymanie i odjazd na hamulcu. Ryba walczy bardzo dynamicznie, częste, ale krótkie zrywy amortazuje wędzisko i hamulec kołowrotka. Gdy już widzę, że to szczupły, ten wbija się w przybrzeżną roślinność.

 

52012-09-0919.18.25.jpg

Trzymam cały czas napiętą plecionkę, próbuję go wyciągnąć z zawady, bezskutecznie. Szybka decyzja- dzwonię do taty, żeby przyszedł z podbierakiem (cały czas widzę połowę mojej niedoszłej zdobyczy i możliwe, że da radę go dosięgnąć). Mijają ze dwie minuty, w końcu ryba zaczyna się poruszać i bez trudu uwalnia się z roślin. Kolejny odjazd. Za chwilę mam go pod nogami i tu zaczyna się najniebezpieczniejszy moment holu, jak się nie dysponuje podbierakiem-szczupak zaczyna trzepać łbem jak opętany, i to nie raz czy dwa, ale trwa to już trochę. Nie mam go nawet jak podegrać suchą nogą, ale jak się później okazało nie miałem innego wyjścia. Kaczodzioby wyskakuje cały nad powierzchnię i udaje mu się uwolnić z haka, lecz jakimś niesamowitym trafem spada nie do wody lecz na malutki cypelek wystający z brzegu. jest on tak mały, że łeb i ogon ryby i tak spoczywają w wodzie.

 

62012-09-0919.18.14.jpg

Nie mija więcej niż sekunda i bez namysłu wskakuję ze skarpy do wody. Jakimś cudem przez te 2 sekundy szczupak ani drgął. W przeciwnym razie byłoby po zawodach, a tak z dziwną pewnościę chwytam go w obydwie dłonie i kładę na brzegu. Teraz jeszcze samemu udaje mi się wczołgać na suchy ląd i już jest po wszyskim. Dopiero po chwili zdaję sobie sprawę, że mam mokre spodnie (i to nie ze strachu hehehe). Przygodę miałem niewiarygodną i chyba nawet lepiej, że tak się to wszysko potoczyło. Po kilku minutach przychodzi tata, a ja podnosząc zdobycz mówię do niego te popularne w naszej małej wędkarskiej rywalizacji słowa ,, Mówi ci to coś”.

72012-09-0919.17.30.jpg

Okazuje się, że ma ponad 60 cm, co jest całkiem niezłym wynikiem jak na nasze wody, a z takimi przygodami podczas holu na pewno długo pozostanie w mojej pamięci.

 

82012-09-0919.19.27.jpg
92012-09-0919.20.34.jpg

Później okazało się, że szczupak się nie wypiął, lecz ułamał hak w główce jigowej. Nie mam pojęcia jak mogło się to stać.