Uklejom brak egzotycznej urody, a przecież nie trzeba być koniecznie zauroczonym rzeką, żeby z przyjemnością z wysokości starego, drew­nianego mostu obserwować stada rybek tego gatunku. Neonową zielenią grzbiecików, srebrnym błyskiem boków – małym spektaklem ruchu, barwy i światła ożywiają przenikniętą słońcem wodę. Mimo jednak nie­wątpliwego wdzięku nie cieszy się ukleja uznaniem wędkarzy, gdyż wierzchówkę trudno uznać za rybę łowną. Jest po prostu zbyt mała. Cenią M tylko wędkarze-zawodnicy, za miarę mistrzostwa przyjmujący umiejęt­ność złowienia kilkunastu tych rybek w ciągu minuty. Schwytane w cza­sie zawodów, skrupulatnie policzone i zważone, idą w końcu pod łopatę -bo nie ceni się ich również jako potrawy.

Kiedyś chłopcy z wprawą mistrzów łowili je setkami, nanizywali okrut­nie na sznurki i nieśli do domów z przeznaczeniem na kotlety. Dziś żadna gospodyni nie chciałaby się taką zdobyczą zajmować. Co najwyżej wcza­sowicze, wędkarze z nudów, łowią ukleje dla zabawy i przyrządzają w occie z cebulką a la moskaliki. W ślad za łowiecką i kulinarną obojętnoś­cią idzie potępienie z pozycji gospodarczej – uznaje się ją za chwast Czarna opinia przywlokła się nad rzeki z dużych jezior.

Charakterystyka gatunku. Ukleja (Alburnus alburnus L) jest rybą karpiowatą, występującą pospolicie prawie w całej Europie. Pod wzglę­dem obszaru zasiedlania można ją porównać z płocią.

Ukleję spotykamy zarówno w wodach płynących, jak i w jeziorach, a także w słonawych zalewach przymorskich. W wodach stojących groma­dzi się w wielkie stada, natomiast w rzekach występuje w znacznie mniejszych skupiskach. Żyje około 6 lat, rzadko dochodząc 16-20 cm długości; najszybciej rośnie w pierwszym roku osiągając długość 6 cm i więcej. Swym siedliskom stawia równocześnie kilka surowych wymagań. Żąda: 1) przynajmniej średnio przejrzystej wody; 2) głębszej toni, nie­zbędnej do występowania rojowisk planktonu, a tym samym koniecznej rybom planktonożernym, do których sama należy; 3) obecności roślin naczyniowych, na których składa ikrę. Takie żądania mogą spełnić więk­sze rzeki w krainie brzany oraz leszcza, a z wód stojących – rozległe i głębokie, przejrzyste jeziora nizinne.

Trze się pełną wiosną. Bardzo ważną cechą tarła tego gatunku jest porcjowość. Samica składa ikrę do sześciu razy w ciągu jednego okresu godowego, z kilkudniowymi przerwami między kolejnymi miotami. Roz­wleczone w czasie gody mają kapitalne znaczenie dla sytuacji pokarmo­wej rzeki: wykluwające się falami larwy dostarczają dość długo łatwego do zdobycia żeru młodziutkim drapieżnikom oraz pokoleniom niektórych ryb karpiowatych. Młode ukleje, przyjmując na siebie uderzenia pożera­czy wycieru, wybitnie zwiększają szanse przeżycia młodzieży bardziej cennych dla człowieka gatunków, sprzyjają wzmocnieniu stada drapież­ników. Służąc im za pokarm również w swej dorosłej postaci, ukleja awansuje do roli gatunku buforowego i pokarmowego o pierwszorzęd­nym znaczeniu dla rybostanu rzek. W taki to sposób „chwast” okazuje się w rzece pożądaną „uprawą pastewną”.

Nieciekawa ryba niełatwo daje się łowić na wędkę; o ileż łatwiej zaciąć jazgarza czy okonia niż pogardzaną wierzchowkę. Wręcz chwalebną pod tym względem opinię o uklei znajdziemy w książce Oesera: „Moglibyśmy i my cenić ją nieco wyżej; jest bowiem niezrównaną rybą treningową, a kto ją dobrze pozna i nie przegapia umkliwych brań, ten posiadł sprawność i, w pełni przygotowany, może się oddać łatwiejszemu już łowieniu pstrą­gów”. Zaszczytna pochwała, lecz z jednej tylko strony: „niezrównana ryba treningowa”. Inaczej – bardzo pomocna, choć nie w takim stopniu kusząca, żeby stanowić samoistny cel łowiecki. Trzeba się z taką opinią generalnie zgodzić, z jednoczesnym zastrzeżeniem sobie prawa do sprzeciwu wobec ewentualnie wysnutych z niej przeświadczeń dopu­szczających złe obchodzenie się z wierzchówką oraz bezmyślne jej nisz­czenie. Czyniąc to zastrzeżenie, chcemy teraz potraktować ukleję właś­nie jako rybę pomocniczą – wręcz poglądowy eksponat i model, który pomoże nam lepiej poznać i zrozumieć ryby prawdziwie łowne. Wraz z tym pamiętamy jednak, że poza rolą, jaką jej tu wyznaczamy, należy ona do ryb łowionych i całkiem serio. Otóż z wędkarskiego punktu widzenia prawie ponaddziejowym przeznaczeniem uklei jest służyć nam w roli żywej przynęty na wszystkie drapieżniki – ruchliwej, rozmigotanej, powszechnie dostępnej. Zdziesiątkowanie stad kiełbi i jelców wskutek zanieczyszczeniarzek (zamulanie dna) oraz objęcie małych płoci całko­witym zakazem używania ich w roli żywców podnosi znaczenie uklei w wędkarstwie.

Dotychczasowe informacje mówią z pozoru wystarczająco wiele o interesującym nas właśnie gatunku, a jednak są zbyt skąpe, żeby na ich podstawie skonkretyzować wskazówki dotyczące stanowisk i żerowisk rzecznej uklei, a także budowy uklejowej wędki i zasad najskuteczniej­szego jej używania. Dalszych więc informacji poszukamy w samej rybie. Postępując zgodnie z sygnalizowaną we wstępie do tej książki zasadą „od ryby, do wędki”, dokonamy tu – metodą powierzchniowych oględzin -anatomicznej analizy gatunku. Myśl o oczekujących nas w tej książce innych problemach sprawia, że przeprowadzimy ją w nieco szerszym zakresie, niżby to uzasadniało łowieckie znaczenie rybki.

Uformował ją na dzisiejszy obraz strumień ewolucji. Przystosował do określonego środowiska, wyznaczył w nim miejsce i rolę. Wszystko nowe zaczynało się w rybce z genetycznego przypadku, ale co się obroniło, musi być dla niej korzystne i znaczące, dla obserwatora zaś pełne wymowy. Przyjąwszy takie rozumowanie za przesłankę, uważnie przyj-, rzyjmy się uklei (rys. 60), starając się odczytać ważne znaki, jakie pozo­stawił na swym dziele warsztat przyrody.

Podejmując oględziny, przede wszystkim zauważamy, że na tle innych gatunków mamy do czynienia z rybą małą i smukłą. Cechy wiele mówiące! Takie niewielkie, o wydłużonym ciele rybki bytują z reguły nie pośród roślin, a w otwartej toni i organizują się w stada. W przyrodzie bowiem stado stanowi metodę samoobrony istot słabszych, żyjących na otwar­tych przestrzeniach oraz prześladowanych przez silniejszych drapież­ców. W naszym wypadku wniosek układa się w prawdę już znaną: ukleja jest rybą obarczoną instynktem stadnym, jest istotą „pastewną” z otwar­tych i głębokich wód. Służąc innym za pokarm, sama może być wolna od pomówień o drapieżnictwo, gdyż nie znajdujemy w jej pyszczku zębów. Zaglądanie jej tam nie świadczy bynajmniej o chorobliwej podejrzliwości, bo również mała stynka ma zęby i należy do gatunku arcydrapieżnego.

Szyk stadny nie stanowi jedynego przygotowania obronnego uklei. Rolę tę spełnia także maskujące ubarwienie ciała. Grzbiet i wierzch głowy ma zielonkawe, jeśli żyje w wodach przejrzystych, natomiast w wodach ciemniejszych – brunatnawy; boki srebrzyście połyskliwe, brzuch biały. Domyślamy się celowości takiego rozłożenia barw. Kolor górnej części ciała maskuje z góry, np. z punktu obserwacji rzeki przez rybitwę lub zimorodka. Strefa wody przypowierzchniowej zdaje się być dla niej obszarem najczęstszego przebywania, gdyż ukleja nie upodobnia się barwą do dna, lecz do toni. Natomiast srebrny kolor boków znamionuje rybę – o czym już dobrze wiemy – otwartej, czystej i jasno zabarwionej wody, dobrze prześwietlonej, w której najwięcej srebrnych błysków i rozszczepień promieni słonecznych.

W przejrzystej i barwnej toni mieniąca się metalicznie ryba rozprasza swój obraz, rozmazuje sylwetkę, myli zwierciedlanym refleksem drapież­niki. Czy nie dla tej przyczyny biało ubarwione rybki puszczają „zajączki” lusterkami boków? Ukleja ma też biały brzuch. Z tego banalnego faktu oraz ze srebrzystości boków wyciągnijmy istotną dla wędkarskiej prak­tyki treść. Otóż zwierciadło wody oglądane z poziomu dna wydaje się wyciętą z mlecznego szkła taflą – gładką w pogodę bezwietrzną, rozmi­gotaną przy wietrze. W tej sytuacji wszystko co nie jest na powierzchni wody białe, rysuje się w świetle dnia wyraziście – owad, patyk (a także spławik); wszystko zaś jest na niej lub bezpośrednio pod nią białe, sre­brzyste, opalizujące – brzuch uklei, biała ćma (lub srebrzysty od spodu spławik) – maskuje swe istnienie. Biały brzuch ukrywa więc rybkę przed wzrokiem zaczajonego przy dnie napastnika.

Znajdując się przy elementach obronnego wyposażenia wierzchówki – poza maskującym ubarwieniem i sposobem zachowania się, poza wzrokiem wreszcie, jako narządem sygnalizacji optycznej – dostrzegamy linię boczną. Jest to charakterystyczny dla wszystkich ryb narząd sygnalizujący drgania i poruszenia wodnego ośrodka, spowodowane np. zbliżaniem się napastnika. Swoisty to rybi radar; czasami zwie się go zmysłem prądu.

Wróćmy jednak na chwilę do kształtu ciała uklei. W powszechnym wyobrażeniu utarł się uniwersalny schemat obrazowy ryby: wrzeciono­waty, jednakowo wygrzbiecony i wybrzuszony. Jeżeli z takiego wizerunku odkroimy dolną połowę, uzyskamy uproszczonejecz bardzo podobne do oryginału sylwetkowe przedstawienie uklejki . Charakteryzują ją proste plecy i wypukły brzuch – typowe obrysy kilku innych jeszcze, znanych nam ryb. Natomiast z resztki ideogramu ryby uniwersalnej, z tego co zostało po „odcięciu uklei”, wyszła jakby jeszcze jedna sylwetka, tyle że ryby innej niż wierzchówka, stanowiąca jakby jej zwierciadlane odbicie.

Zabawa w wycinanki tylko z pozoru jest naiwna. W rzeczywistości poglądowo i wyraziście uświadamia podstawowe rysy ciała ryby, a te, jeśli potrafi się z nich czytać, wiele opowiedzą wędkarzowi.

Oto co na ten temat pisze Starmach: „Kształty ciała ryb wiążą się ściśle z ich biologią i terenem, który zajmują”. I dalej: „Wiemy, że ryby posiadają na ogół niewielką możliwość wyginania się w kierunku piono­wym, wskutek czego dużą rolę odgrywa przede wszystkim naturalny profil grzbietu, względnie brzucha. Pod tym względem znamy ryby o wypukłym brzuchu i stosunkowo płaskim grzbiecie, jak np. śledzie i ukleje, oraz o równych mniej więcej profilach grzbietu i brzucha, jak np. leszcze i krąpie. Obserwacje potwierdzają, że ryby o wypukłym grzbiecie posiadają dużą łatwość zwrotów w dół, ryby o wypukłym brzuchu – do góry, ryby o podobnych zaś profilach grzbietu i brzucha – w obu kierun­kach… Łatwość zwrotu w pewnym kierunku wiąże się ze sposobem odżywiania się ryb. Ryby zwracające się łatwo w dół żerują na dnie, jak np. karp, brzana, kiełb, jesiotr i inne. Ryby planktonożerne posiadają wypukły brzuch i łatwość zwrotu do góry, jak np. śledź, ciosa, ukleja”.

Przytoczony fragment właściwie już wiele powiedział na temat zapo­czątkowany „wycinkami”. Wolno nam z niego wysnuć wniosek, że każda ryba płaskopleca i wypukłobrzucha jest mieszkanką wód przypowierz­chniowych, a przynajmniej najchętniej tam przebywa i najsprawniej żeru­je. I dalej: że pięknie ten typ reprezentującą ukleję wolno uznać za uni­wersalny model ryby przypowierzchniowej, i to model wielostronny -kształtowy ruchowy, żerowy oraz często i obyczajowy. Wypadnie więc przypomnieć ją sobie przy okazji zastanawiania się nad niektórymi rybami prawdziwie łownymi.

Jedną z ważnych dla wędkarza konsekwencji wynikających z przed­stawionego stanu rzeczy jest skłonność uklei do poszukiwania żeru zdecydowanie w najwyższej warstwie wody, że w kierunku do góry będzie najłatwiej i najchętniej atakowała żer (przynętę) i w tym samym kierunku uciekała. Czy nie z powodu takiej właśnie skłonności, zaatako­wane przez drapieżnika stado wierzchówek wyskakuje tak nietypowo z wody?

W związku z górnym ukierunkowaniem zainteresowań żerowych gatunku nie zdziwi już nas górne ustawienie ust uklei, również skośnie ku górze i zdecydowanie przeciętych. Pyszczek jest też w stosunku do całości ciała jakiś duży i prawie drapieżny. Stanowi niewątpliwie dosko­nałe narzędzie chwytne, pozwala nawet przypuszczać, że gdyby rybka ta potrafiła wyrosnąć do większych rozmiarów, sama stanęłaby w szere­gach wodnych rozbójników. Zdają się to potwierdzać również oczy -umieszczone wysoko w głowie, z wyrazistymi czarnymi źrenicami. W porównaniu z kaprawymi oczkami np. sumka są wielkimi, dzikimi ślepia­mi. Niewątpliwie są to oczy ryby-wzrokowca, bystrej wypatrywaczki. Do jakiego stopnia ocena bystrości jej wzroku jest celna, niech świadczy fakt, że przelatująca nad wodą mała mepśowska (wielkości trzmiela), okoniowa błystka podrywa mijane stado do panicznej ucieczki, jak przed rybitwą lub okoniem.

Pod powierzchnią wnęki brzegowej żeruje stado tych rybek. Podzi­wiamy ich niezmordowaną aktywność, nie znamy równie ruchliwych mie­szkanek rzeki. Bez przerwy zmieniają kierunek ruchu, zygzakują, jakby chciały kogoś zaskoczyć albo jakby się bez przerwy bały.

Łatwo radzą sobie z dość silnym prądem rzeki, chociaż należą raczej do ryb delikatnych niż silnie zbudowanych. Gdzie mieści się ich ośrodek fnotoryczny? Jest nim, jak u każdej ryby, trzon ogonowy, tj. ‚tylna część ciała za otworem odbytowym oraz wiosłowała płetwa ogonowa. Reszta płetw odgrywa głównie rolę stateczników i sterów. Oceniając ukleję od tej strony stwierdzamy, że jest świetnie usterzona. Jest ona sprawną i uta­lentowaną nawigatorką, która mimo swej kruchości, a trochę i dzięki temu (mały opór), potrafi świetnie wykorzystywać niuanse żywego przepływu wody (przeciwprądy, zawirowania, prądy wynoszące). Trzeba przyznać, że nieciekawa na pozór wierzchówka zyskuje przy bliższym poznaniu.

Wędka uklejowa – model przepływanki powierzchniowej. Kto cho­ciaż raz doznał prawie bolesnych przykrości z powodu pustego sadzyka na żywce, gdy właśnie sandacze dostały wściekłego apetytu i dosłownie wołały o żer, a do wzięcia przynęty podawanej na zbyt ciężkiej przepły-wance płociowej nie kwapił się żaden żywiec ten nie gardzi naszą boha­terką. On też wędkę przeznaczoną specjalnie do jej łowienia ma w wysokiej estymie. Każdy rzeczny łowca dużych okazów może być pod względem wyposażenia w sprzęt ostatnim biedakiem, ale wędkę uklejo­wa, specjalną wyróżnianą i hołubioną, powin+en posiadać. Jest to naj­skromniejsze narzędzie wśród wędkowych zestawów, co nie oznacza, że byle jakie i drugorzędne. Przystąpmy do wykonania go.

Podejmujemy pracę z myślą o przechytrzeniu naszej temperamentnej bohaterki, dlatego pamiętamy o jej podstawowych cechach, kiedy dobieramy elementy i łączymy je w wędeczkę. Albowiem już przy uklei, jak później przy brzanie czy sandaczu, obowiązuje nas stała zasada, według której narzędzie powinno być podporządkowane przeznaczeniu.

Haczyk na ukleję jest najmniejszy ze stosowanych w naszym codziennym wędkowaniu, lecz nie mikroskopijny. Wystarczy, aby nasza typowa owadzia przynęta (np. mucha) zakrywała jego grot. Może mieć dłuższe ramię, nie peszy to bowiem rybek. Powinien być wykonany z cienkiego drutu i być ostry, ze względu na płochliwość uklei.

P r z y p o n przy tej wędce uznajemy za bardzo celowy, jeśli zostanie wykonany z najcieńszej (0,08-0,10 mm) i mocnej żyłki (pamiętamy o bystrym wzroku ryby, przystosowanym do widzenia nawet drobnego, przejrzystego planktonu). Ukleja w czasie szczytu żerowego, podniecona panującą w stadzie konkurencją, weźmie dobrą przynętę i na grubszą, byle niesztywną żyłkę (0,15 mm). Zawsze jednak wędka z cieniutkim przyponem jest bardziej chwytna, w porze zaś ospałego żerowania będzie jedynie skuteczna.

Żyłka główna powinna być cienka z uwagi na potrzebę łatwego przecinania powietrza przy zarzucaniu lekkiej przynęty i reszty zestawu, o średnicy nie przekraczającej 0,20 mm. Aby zapewnić subtelnej węde-czce ciętość, należy używać żyłek miękkich, nie utrwalających zwojów; skręcone i sprężynujące nie nadają się do użytku.

Wielokrotnie w publikacjach oraz na wystawach sklepowych spotyka się komplet lekkich s p ł a w i k ó w, pośród których są i przeznaczone na ukleje. Podsuwa się także przy różnych okazjach ciężkie spławiki-samo-dziełki, obok wymyślonych spławików samozacinających – mało użytecz­nych, jeśli nie nonsensownych. Powszechnie też zaleca się obciążanie uklejowej wędki ołowianymi śrucinami. Ukleja bierze przynętę z powierz­chni lub z górnej warstwy wody, dlatego też przy takiej wędce zbędne okażą się wymyślne spławiki i przebiegle rozmieszczane na żyłce drobiny ołowiu, sprawne zaś zarzucanie wędki zapewnia śmigłe wędzisko i cienka żyłka. Natomiast branie najwymowniej zasygnalizuje lekki spławik leżący, najlepiej biały, wykonany z gęsiego pióra (rys. 62). Energicznie biorąca ukleja dosłownie porywa go, ukośnie zatapia albo wręcz płasko śmiga z nim po powierzchni. Większej sygnalności wędki sprzyja nie­wielka odległość między spławikiem a haczykiem, wynosząca około 30 cm.

Do łowienia uklei nadaje się wyłącznie wędzisko wybitnie lekkie, które w czasie łowienia trzeba trzymać za sam koniec dolnika, bez opie­rania go o łokieć (tak, jak trzyma się bat). Powinno ono być wyraźnie miękkie, o cieniutkiej szczytówce. Stosunkowo długi kij, dochodzący do 3 m, pozwala łatwo i dość daleko zarzucać przynętę, a spławik prowadzić na krótkiej żyłce. Szczególnie miękki kij jest potrzebny dlatego, że mamy do czynienia z rybką małą i o kruchej wardze, a także że łowimy korzy­stając z bardzo cienkich żyłek.

Przy montowaniu wędki długość żyłki głównej odmierzamy z troską o sprawność narzędzia i wygodę wędkarza; równa się ona wraz z przyponem długości wędziska plus 60-70 cm. Ma to swoje uzasadnienie. Węd­karz, trzymając wędzisko pionowo za koniec dolnika w uniesionej do poziomu oczu dłoni, powinien łatwo sięgać drugą dłonią po przynętę na haczyku lub złowioną rybkę. Zestawem o tej długości łatwiej jest wyko­nywać wszystkie czynności związane z łowieniem. Połączone ze sobą prawidłowo dobrane elementy dają w efekcie narzędzie o wysokiej sprawności. W wędkarstwie bardzo dużą rolę odgrywają drobne różnice wymiarów oraz dokładność.

Wędka uklejowa  służy nie tylko do łowienia bystrych wierz-chówek. Mamy prawo uznać ją za ogólny model – konstrukcyjny i kryte-riowy – przepływanki powierzchniowej, używanej do łowienia innych ryb podobnych z budowy, zachowania oraz z żerowych obyczajów do uklei lub przynajmniej okresowo żerujących pod lustrem wody. Wszystkie warianty tego modelu łączy nie tylko wspólny ład konstrukcyjny: haczyk -brak obciążenia – spławik – wędzisko; wspólne są także wymagania do jego części składowych: haczyk bardzo ostry, żyłka jak najcieńsza i przejrzysta, spławik lekki, maskujący się, wędzisko długie, sprzyjające ukryciu się wędkarza.

Zmontowany przez nas zestaw wędkowy – uklejowa przepływankę -można uzupełnić wyposażeniem dodatkowym. Nie należy do niego żaden kołowrotek, obciąża bowiem wędzisko, usztywnia je przelotkami, skręca żyłkę w spirale i utrwala je. Amortyzator zacięć stosujemy wówczas, gdy nie ufamy giętkości własnego nadgarstka albo gdy szczytowka wraz z wędziskiem są za twarde (sztywne). Bardzo natomiast wskazanymi są wykonywane na różne sposoby zabezpieczenia haczyka przed stępie­niem i urwaniem, a żyłki przed skręcaniem się .

Już w przypadku tej najlżejszej z przepływanek trzeba pomyśleć o bardzo lekkim grocie przy dolniku. Sądząc z praktyki nie każdemu wia­domo, że rzucona w pośpiechu na trawę wędeczka ,,sama się rwie, sama się łamie”, wetknięcie zaś wędziska grotem w ziemię skutecznie zapo­biega takim niepowodzeniom.

Przynęty, łowiska i łowienie. Ukleja rozpoczyna żer już wczesną wiosną. W podgrzanych wodach zrzutowych można ją łowić nawet w odwilżone dni lutego (np. przed wyprawą na miętusy), natomiast zdaje się wcześnie schodzić z żerowisk rzecznych – w drugiej połowie września złowić ją trudno. Dość kapryśnie żeruje też w czasie tarła i tylko rybki młode, zeszłoroczne, biorą przez cały czas w miejscach swego zgrupo­wania, które w dniach jałowych trzeba umieć znaleźć. Trudności czasu rozrodu przełamie owadzia przynęta i cieniutki przypon.

Bytujące w rzekach ukleje nie korzystają z właściwych jeziorom ławic planktonu, stąd w ich życiu wyjątkowo dużą rolę odgrywa pokarm powietrzny. Owady zawsze są najlepszą na nie przynętą. W porze dużej obfitości występującego w wodzie pokarmu zwierzęcego – wiosną i wczesnym latem – ukleja prawie gardzi jadłem roślinnym; podawanym jej przez wędkarza. W tym okresie wśród przynęt owadzich mucha domowa stanowi pozycję niezawodną. Dobrze też zdają egzamin występujące w rołi przynęty owady mniejsze, choćby ledwie pokrywające grot haczy­ka.

Uwagę wędkarza szukającego nad rzeką przynęty najłatwiej zwracają brunatne ,,motylki” (strumieniczniki), na które ukleje zawzięcie polują w Pobliżu wystających z wody krzaków. Niech jednak nie umkną jego uwa­dze i inne latające przynęty. Otóż pod kurtyną z darni, w zaciszu burty mają zwyczaj przysiadać i odpoczywać wielkie, nieszkodliwe dla człowieka komary. Warto z nich skorzystać. Kiedy indziej, w ciągu paru dni maja pojawiają się uskrzydlone jętki, przypominające trochę małe łątki – przejrzystoskrzydłe i mało aktywne w ciągu dnia. Znajdujemy je na nadrzecznych krzakach, po ich zawietrznej stronie, stanowiącej azyl wszelkich latających owadów. W tej samej roli występują pnie drzew szpary w ich korze, liście lepiężnika oraz wszystkie nagrzane słońcem, osłonięte od wiatru brzegowe zacisza.

Warto zwrócić uwagę na dwa inne owady. Pierwszym z nich jest mały polny konik, którego bardzo łatwo znaleźć w czerwcu na nie uprawianych, suchych łąkach; drugim – mały, czarny, mieniący się zielenią i granatem żuczek, żerujący wraz z larwami na liściacłrtzw. końskiego szczawiu.

W niektórych publikacjach zaleca się jako przynętę tzw. jaja mrówcze. Mrówki, z wyjątkiem mrówek faraona, są owadami bardzo pożytecznymi i pozostają pod ochroną prawa. Takie zalecenia więc, łącznie z kierowaniem zainteresowanych po dyspensę do służby leśnej, są bałamutne i w każdym wypadku wiodą do środowiskowego szkodnictwa oraz konfliktu z prawem. W razie braku żywych przynęt owadzich usługi może oddać wędkarzowi mała sztuczna mucha, zabezpieczona przed przemakaniem i tonięciem aerozolowym płynem stosowanym w technice muchowej /olej silikonowy w spreyu/.

Ukleje można również łowić na przy nety z wody. Należą do nich larwy chruścików; spośród nich wybieramy owady młode, cienkie i nie-piękne na oko. Poza tym bardzo chętnie braną przynętą są larwy jętek grzebiących, jętek łażących oraz wypłukiwane z mułu zastoisk czerwone larwy ochotek.

Przynęty mogą być też przynoszone z domu. Należą do nich powszechnie stosowane larwy muchy plujki, tzw. białe robaczki, czysz­czone przez przetrzymywanie w otrębach, płatkach owsianych lub troci­nach, czasami barwione przez podanie im karmy (żółtko jaja, kawałek ryby) zaprawionej barwnikiem spożywczym. Oprócz larw równie dobrze służą strzępki cienkich dżdżownic. Najbardziej wygodny wędkarz sięg­nie, oczywiście, po przynęty roślinne podawane z reguły w postaci tzw. wędkarskiego ciasta (pasty) lub gotowanego na miękko pęczaku (na haczyk połowa ziarna).

Mając odpowiednią przynętę należy znaleźć uklejowe łowisko. Już na tym etapie łowieckiego wtajemniczania młody wędkarz odkrywa ele­mentarną prawdę, że ryby nie rozmieszczają się w rzece równomiernie. Ukleja, jak i poważniejsze od niej ryby, z całą pewnością ma swoje typowe żerowiska i stanowiska i przebywa na nich w różnych porach doby, zwykle nie zauważamy jej rozkładu dnia i zajęć. Jej pojawienie się w jakimś miejscu, a potem znikanie kwitujemy stwierdzeniem: „ukleja podeszła” lub „ukleja odeszła”. Bo ona po prostu „jakoś tam sobie chodzi”. Jest to zasadnicze uproszczenie, ukleja bowiem, jak wszystkie inne ryby przemieszczające się, należy do istot zorganizowanych, którym obca jest improwizacja. Nie mogąc zbijać się w ławicowe stada, jak to czyni jeziorowa, trzyma się w stałych gromadkach, najczęściej ryb jed­nego wieku. Natomiast gromadki trzymają się stałych miejsc i tras. Odkrywszy je, można mieć pewność, że o tej samej porze dnia znów je tam zastaniemy.

Świt wita ukleja żerową lustracją strefy rzeki bezpośrednio zbliżonej do linii brzegu, lecz w sąsiedztwie głębszej toni. W miarę jak słońce się podnosi, stada tych rybek oddalają się od brzegu dalej w nurt, najchętniej w pobliże zatopionych lub pochylonych nad wodą drzew, na pobocze wie­rzbowych zarośli. Tam zresztą można je zastać przez cały dzień i dobę, szczególnie w dni pochmurne oraz w godzinach zawziętego awanturo­wania się drapieżników. W południowe godziny ukleje wybierają się na otwarte wody nurtu i tam trwają na stanowiskach wszędzie, gdzie spieszny prąd ulega przyhamowaniu, gdzie wichrzy się jego dynamika. Znajdziemy je również w dużych, głębokich wyrwach brzegowych, w które prąd nanosi drobiny powierzchniowego żeru. W miarę jak tarcza słońca obniża się uklejowe stada zbliżają się do strefy brzegowej, w chwilę zaś po zachodzie aktywność ich ustaje.

Najlepszym wskaźnikiem obecności stada będą dobrze znane cętki i 1 muśnięcia wody-znak żerowania. Tam też śmiałym smagnięciem wędziska, przyhamowanym w końcowej fazie lekkim cofnięciem szczytówki, ] kładziemy delikatnie przynętę na żerowisko i z miejsca trwamy w gotowości do wykonania zacięcia: podana do przodu ręka, krótko ściągnięta  żyłka. Ukleje powinny brać natychmiast i to napastliwie. Jeżeli brania są  zbyt krótkie, a potem ustają, to znak, że należy sprawdzić przynętę, która albo została zerwana z haczyka, albo wyszło z niej ostrze i odstrasza. Natomiast ustawiczne drobne szarpania świadczą o tym, że trafiliśmy na stado młodzieży. Śmiałe, branie rybki dojrzałej trwa nie dłużej niż  sekundę i w tym czasie trzeba wykonać zacięcie. Zacinamy krótkim 1 szarpnięciem samej szczytówki (pracuje przegub ręki), nigdy zaś twardym oddaniem do tyłu całego wędziska. Łowienie każdej innej ryby nie 1 jest chyba tak misterne. Niech młodzi wędkarze nie peszą się jednak 1 zacięciami chybionymi, szczególnie zbyt wczesnymi, gdyż nie odstraszają one ryb. Gorsze są zacięcia zbyt późne. W każdym razie „podskakiwanie” i padanie przynęty w łowisko raczej zachęca rybki. Dlatego też, 1 aby zagrzać ich agresywność i ducha konkurencji, ożywiamy przynętę krótkimi, delikatnymi szarpnięciami, przyhamowaniami i popuszczeniami  spławika.

Dobry wędkarz woli zbyt wczesnym zacięciem spudłować rybę, niż spóźnionym doprowadzić do głębokiego jej zaczepienia. Rybka zacięta i wyciągnięta z wody nie powinna długo majtać się na haczyku. Należy! szybko i lekko chwycić ją w niezapiaszczoną dłoń (bez ściskania palcami, J zdzierania z niej łuski i śluzowej osłony), a następnie możliwie najdelikatniej zdjąć z haczyka. Złapane rybki żywcowe przetrzymujemy w sadzyku,.w ilości nie większej, niż dyktuje potrzeba (4-5 sztuk). Sadzyk zaopatrzony w wietrzące otwory zatapiamy w wodzie na przepływie,ubezpieczając go mocnym sznurkiem przywiązanym do kołka lub doi krzaka.

Do przejawów bezmyślnego niszczycielstwa, braku wiedzy i wyobraźni należy łowienie uklei i innych żywców ponad potrzebę, duszenie ich  w ciepłej wodzie nie zatopionego sadzyka lub w plastykowej torebce.