Jak celnie wędkarze nazywają ukleję wierzchówką, tak trafnie opisują kiełbia, zwąc go „kluchem”, czyli czymś obłym, walcowatym, grubym. Takie porównanie wzięło się zapewne z prawie okrągłego przekroju poprzecznego, przemilczanego przy omawianiu płaskiej uklei. Przypomnijmy teraz, jak wycięliśmy jej sylwetkę ze schematycznego wizerunku; ryby konwencjonalnej. Pozostała nam zbędna górna część. Otóż przed

stawia ona uproszczoną sylwetkę właśnie kiełbia – ryby zwierciadlanie przeciwnej do uklei, bo z płaskim brzuchem i wypukłą linią grzbietu.

Taka sylwetka charakteryzuje ryby przydenne, bytujące stale tuż nad podłożem rzeki, niejako przyciskane do niego płaskim brzuchem przez płynącą górą wodę. Dopełnieniem świadczącym o związku kiełbia z dnem są „wąsiki” – dwa mięsiste wyrostki w kącikach również mięsistego pyszczka (smakowiec). Świadectwem zaś dziennego żerowania w przej­rzystej wodzie są dobrze rozwinięte oczy. Potraktujmy więc kiełbia jako rybę również modelową. Jego sposób bytowania uznajmy za typowy dla innych ryb, podobnych do niego sylwetką, przebywaniem w nurcie i strefą żeru, a sposób jego łowienia i służącą do tego wędkę – za przesłankę i wskazówkę łowiecką szerszego znaczenia.

Kiełb pospolity, kiełb krótkowąsy, kiełb (Gobio gobio) – gatunek słodkowodnej ryby karpiokształtnej z rodziny karpiowatych (Cyprinidae).

Słowo o gatunku. Kiełb (Gobiogobio L) jest łagodną rybą karpiowatą, zasiedlającą czyste dobrze natlenione rzeki o dnie ustabilizowanym, wysłanym piaskiem i drobnym żwirkiem. Rekordowa jego długość wynosi 25 cm. Pamiętamy, że w rzece zjawił się masowo dopiero w krainie brzany, wkracza też w krainęjeszcza pod warunkiem, że dna siedlisk nie pokrywa bez reszty muł. Składa bowiem ikrę na dnie piaskowym lub w inny sposób twardym. Z podobnym dnem wiąże się również sposób jego żerowania. Tarło odbywa w maju (w okresie kwitnienia jabłoni, kaszta­nowca i bzu).

Poza rzekami spotykamy kiełbie w wodach stojących, byle tylko czy­stych, twardodennych i dotlenionych, np. w jeziorach, a nawet glinian­kach. W niewielkich nizinnych rzeczkach, stanowiących jego szczególną domenę, daje się nie tylko łowić, ale i z pożytkiem dla ogólnego zrozu­mienia ryb obserwować.

Kiełbie przebywają w stadzie; jest to reguła ich bytowania. Właśnie stado zajęło stanowisko w ulubionym przez siebie rynnowym zagłębieniu dna rzeczki. Przy roztrzepanych uklejach te ryby zdają się spowolniałymi od dostojeństwa grubasami. Stado ustawiło się w podkowę. Jego taktyką obronną jest chyba zespołowa czujność oraz, przeciwnie niż u ryb bystrych, nieruchawość. Świetnie maskuje je również piaskowopłowe w ciemne kropki ubarwienie ciała, wyraźnie upodobniające ryby nie do koloru toni, lecz do dna rzeki. Jest to jeszcze jedna cecha ryb przydennych.

Jeżeli powyżej stanowiska stada rzucimy kilka czerwonych robacz­ków, ryby nie podskoczą ku nim, nie popłyną w górę na wyścigi jak wierzchówki. Dopiero kiedy przynęta spadnie na dno i stoczy się, popy­chana ruchem wody, w kierunku stada, wtedy chwytają ją najbliższe rybki. Nie zauważamy grupowego ataku na żer ani polowania z dłuższego doskoku. Rybki te nie reagują nawet wtedy, gdy robaczek przepływa im tuż nad głową.

Należałoby się zastanowić, czy w podobny sposób nie żerują również inne ryby strefy dna, np. brzany? Czy i one również, stojąc w szyku podkowy, czekają na wyraźnie swoją porcję żeru, lekceważąc dalej leżący lub przepływający nad nimi? Jeżeli tak się rzeczywiście dzieje, to wartp obserwować małe rybki. Ale wróćmy do swego stada. Właśnie jeden z nich chwycił robaczka. Wcześniej odchylił się nieco w bok, popłynął i, mówiąc obrazowo, nakrył żer głową. Tak wygląda z góry pobranie przynęty przez rybę denną. Ona ją po prostu bierze w dolny, „spodni” pysk.

Kiełbie czynią wrażenie ryb gnuśnych. Okazuje się jednak, że można^ je wywabić z ich rynny czy dołka. Wystarczy tylko wejść do rzeczki powyżej ich stanowiska i zacząć stopami miesić dno, tak żeby powstała chmurka matu. Prąd ją rozciągnie i skieruje na stado. I oto w pewnym momencie okazuje się, że kiełbie drgnęły i ruszyły z miejsca. Bardzo wolno, z ostrożnością szperaczy penetrujących nierozpoznany teren opuściły dołek i trzymając się matu zbliżyły się do mieszących dno stóp. Mniejsze z nich, więc śmielsze, zaczynają obmacywać pyszczkami stopy; starsze są ostrożniejsze.

Jest to zjawisko raczej zabawne, a przecież dla wędkarza donośne, bo oto spotyka się po raz pierwszy z prototypem nęcenia ryb, ściślej – z zaczątkiem przynęcania smugowego, które udoskonalone i w pełnym wymiarze tak samo ruszy z bezpiecznych stanowisk większe ryby i tak samo doprowadzi je do wędki, jak kiełbiki do stóp.

W opisany sposób zachowują się kiełbie w godzinach bierności na stanowiskach, natomiast w porze żeru – wieczorem i rano – opuszczają swoje dołki, żwirowe rynny, głęboczki i całym stadem suną wolno do przodu. Przetrząsają pyszczkami raz przy razie piasek dna, szukając tam drobnych zwierząt służących im za pokarm. Wychodzą na obszerne niegłębokie równie denne, pod wieczór zaś zbliżają się pod sam brzeg Łowiąc je w tym miejscu, o tej właśnie porze, możemy spławik dosłowni prowadzić po linii styku lądu i wody, a robaczka z haczykiem wlec po dnie.

Kiełb zna się na kolorach! Bardzo wyraźnie gustuje w czerwonym I najchętniej idzie na czerwone robaczki, wabią go wplecione w podrywkę czerwone nitki.

Kiełb-kluch cieszy się znacznie większą sympatią wędkarzy niż ukle­ja, gdyż wygląda na smakowitego. Francuzi cenią go sobie w cieście. Jest uznawany za świetnego żywca, przejawia bowiem niespożytą odporność na młócenie nim o wodę, co uprawiają wędkarze-partacze. Interesująco wypada porównanie zachowania się kiełbia i uklei w roli żywca na haczyku .

Wędka kiełbiowa – model przepływanki dennej. Montując celowo pomyślaną wędkę kiełbiowa, z uwzględnieniem zebranych o gatunku informacji, z miejsca uświadamiamy sobie główny warunek, jaki ma ona spełniać. Mianowicie musi podawać przynętę na samo dno łowiska i tam J3 stale utrzymywać w czasie swego spływania. Apelacji od tego warunku natura kiełbia nie uwzględnia. Wynika stąd wniosek, że wędka powinna być obciążona wystarczająco do siły prądu.

Obserwując kiełbia zauważyliśmy, że bierze on przynętę zdecydowane i krótko, a pochwyciwszy ją, nie ucieka z kęsem, lecz raczej pozostaje w  miejscu. Na takie zachowanie ryby, gdy w pierwszym momencie chwyta robaczka w pyszczek, spławik zareaguje krótkimi drganiami. Następnie zatrzyma się w biegu (wszystko wszak dzieje się w bystro płynącej wodzie), żeby potem nagle zanurkować pod prąd, jakby sygnalizował zaczepienie haczyka o dno.

Z powyższego założenia formułujemy dalszy warunek łowności prze-pływanki kiełbiowej. Zgodnie z nim spławik musi mieć znaczną wypór-ność, wystarczającą do podżwignięcia sporego ciężarka. Mniej ważna jest natomiast jego wrażliwość sygnalna, gdyż akcja kiełbi jest z zasady tak prosta, jak to opisano. Oczekujemy od niego tylko, żeby bez zwłoki informował, że rybka właśnie wziąwszy przynętę, zahamowała bieg jej i obciążenia. Wymaga to kontaktu bezpośredniego (napięta żyłka) między j spławikiem i zakończeniem żyłki (haczykiem). Długość żyłki między spła-wikiem a obciążeniem (tzw. grunt) powinna więc być nieco większa od głębokości wody w łowisku, tak aby ciężarek przy lekko hamowanym prowadzeniu wędki spływał tuż nad dnem, pozostawiając kontakt przy-| nety z dnem krótkiemu przyponowi.

Znając wymagania, jakie powinna spełniać wędka kiełbiowa, spró­bujmy ją zmontować.

Haczyk wybieramy w wymiarze płotkowym. Do zestawu żyłkowego użyjmy przyponu o średnicy nie większej niż 0,15 mm i długości 10-15 cm, 1 a żyłki głównej o średnicy 0,20-0,25 mm. Obciążenie, odpowiednie do siły 1 prądu i nie większe niż wskazuje potrzeba, powinno mieć postać gładko j zwiniętej roleczki, ołowianej lub jednej śruciny (obciążenie nieforemne  lub podzielone na części sprzyja zaczepom). Spławikiem może być nie-i wielki korek z krótką i możliwie cienką przetyczką (z uwagi na napór  boczny prądu). Wędzisko wybieramy uklejowe lub płociowe.

Lekka przepływanka kiełbiowa nie przedstawia się skomplikowanie i okazale. Jest to jednak ważna wędka. Jak uklejowa przepływanka w.j zespole wędek powierzchniowych, tak ona w swoim zespole stanowił prototyp i model cięższych przepływanek rzecznych . Przez jej ustawiczne przystosowywanie do zmieniających się łowisk  i przeznaczeń oraz przez sprawne używanie, tj. hamowane prowadzenie! przynęty na właściwej głębokości, wiedzie droga do zupełnie poważnych  wędek i łowów przynoszących okazowe zdobycze. Łowiąc na kiełbiówkę  młody wędkarz styka się z potrzebą używania gruntomierza, uczy j się wręcz nawykowo sondować łowisko przed zarzuceniem w nie wędki  oraz pamiętać o odpowiedniej długości gruntu na żyłce. Bez gruntomierza zaś i stosowania się do jego wskazań nie ma łowienia skutecznego.

Łowienie kiełbi stanowi wspaniale odprężającą przyjemność nawet dla przesyconych powodzeniem wędkarzy. Ponadto rybki te są „sympatyczne”, a przez swoje wąsy wydają się dobroduszne. Stanowiska kiełbi  w rzece stają się jednak coraz rzadsze w naszej dobie, kiedy coraz trudniej o wymieciony z mułowych osadów szmat dna. Szukamy więc ich i w miejscach już scharakteryzowanych. Jako przynętę stosujemy kawałki cienkich dżdżownic, czerwone pijaweczki, wystrzępione chruściki, jętki -zawsze pokarm zwierzęcy.